Gwoli podsumowania sezonu z torowaniem kilka refleksji. Czy warto jeździć na Track Day’e? Moim zdaniem zdecydowanie tak.
Po pierwsze bezpieczne warunki do trenowania swoich umiejętności. Nie ma normalnego ruchu, inni uczestnicy jadą dość podobnie, do wyprzedzania dochodzi raczej rzadko i to, jeśli organizator jest ogarnięty, ograniczone jest do prostej startowej, gdzie będąc wolniejszym wystarczy nie przyspieszać zbyt mocno by dać się wyprzedzić bezpiecznie. No i obowiązująca zasada, że za bezpieczeństwo manewru odpowiada wyprzedzający, to on ma o to zadbać i on jest odpowiedzialny w razie incydentu.
Po drugie nawet jeśli popełnisz głupi błąd to nie masz krawężnika, z którego wylatujesz, nie masz słupków, latarni, znaków drogowych, które są zagrożeniem śmiertelnym dosyć. Jedynie trawa, piasek i dalej nieco opony. Więc straty materialne raczej ograniczone do szlifu, plastików, ew. setów, klamek itp., przytartego skórzanego kombinezonu (tekstylny raczej się zniszczy dokumentnie). Na te kilkanaście zdarzeń na torze, których byłem świadkiem tylko w jednym była uszkodzona poważniej noga, większość to były zwykłe siniaki. Przy czym zaznaczę, że zdarzenia dotyczyły głównie osób jeżdżących w szybszych grupach, tam gdzie jadą już faktycznie na krawędzi walcząc mocno z czasem.
Po trzecie koszt torowania nie jest duży, wjazd na kilka sesji rozłożonych w ciągu 3-5 godzin to 150-200 zł. Po czwarte możliwość porozmawiania z innymi, uzyskania porad, odpowiedzi na pytania, podpatrzenia jak to robią inni. Nie zastąpi to oczywiście dobrego szkolenia na torze, ale niewątpliwie będzie bardzo wartościowym uzupełnieniem.
Po piąte to całkiem fajna zabawa się robi. Początkowo jeździłem z nie największą chęcią, głównie dlatego by się dokształcać. Ale z każdym przejechanym kilometrem, z każdą rozmową w przerwie, z każdym zakrętem, który zaczął wychodzić wkręcałem się. I teraz z wielką przyjemnością jadę pośmigać (po żółwiowemu) trochę po torze.
Z zagrożeń widzę dwa. Po pierwsze ryzyko zawsze istnieje i trzeba mieć jego świadomość. Oraz świadomość tego, że standardowe ubezpieczenia nie obejmują zdarzeń torowych, torowanie jest traktowane jako uprawianie sportów ekstremalnych. A drugie zagrożenie jest takie, że można się za bardzo nawet wkręcić, zacząć myśleć o jakimś ściganiu się. Ale w końcu jak ktoś lubi, to dlaczego nie.